Ministerstwo wspiera śmierć humanistyki

Description
Ministerstwo wspiera śmierć humanistyki

Please download to get full document.

View again

of 4
All materials on our website are shared by users. If you have any questions about copyright issues, please report us to resolve them. We are always happy to assist you.
Information
Category:

Industry

Publish on:

Views: 11 | Pages: 4

Extension: PDF | Download: 0

Share
Tags
Transcript
  1 Ministerstwo wspiera śmierć humanistyki   Tekst ukazał się 15 listopada 2013 r. w lubelskim wydaniu „Gazety Wyborczej”, a następnie na portalu gazeta.pl. Tytuł  publikacji internetowej „Niektórzy studenci nie powinni ukończyć gimnazjum. Odchodzę”  pochodzi ł  od redakcji portalu. Zwr  ó c ił   uwagę Czytelników  na gest prostu, lecz zasłonił  problem zasadniczy, jakim obrona kultury humanistycznej. Widmo „kryzysu humanistyki” krąży po świecie, jednak w każdym systemie szkolnictwa wyższego przybiera inną postać . Polski uniwersytet opisuje się w kategoriach „patologii”, „wstydu”, „oszustwa”. Łatwo mnożyć przypadki nierzetelnej pracy badaczy, powielając tym samym schematy medialne, jednak większe zagrożenie stwarza  ją    reformatorzy zmierzający do biurokratycznie sterowanej komercjalizacji badań. Obiecują  c uzdrowienie całego systemu dążą do eliminacji jego części , uznanej za zbędną z punktu widzenia nadrzędnego celu  –   „gospodarki opartej na wiedzy”. Nauki stosowane w warunkach gospodarki rynkowej dadzą sobie radę, humanistyka terapii może nie przeżyć. Nowomowa atakuje Reformatorzy wprowadz ają   nowy  język opisu działalności uniwersytetu, który  ma stać się „fabryką wiedzy” , miejscem „świadczenia usług edukacyjnych”  oraz „ transferu wiedzy i technologii ”. Łoży się publiczne pieniądze na szkolenia, gdzie dowiadujemy się, że najlepszą drogą do poprawy dydaktyki jest zarzucenie tradycyjn ej relacji mistrz  –  ucz eń   na rzecz „metody szkoleniowej”. Jesteśmy świadkami inwazji nowomowy, którą   musimy stosować sporządzając programy zajęć, sylabusy i wnioski grantowe. Na razie duża część środowiska podchodzi do niej z dystansem, lecz wkrótce   zaczniemy nią myśleć   i postrzegać siebie samych  jako zbyteczny luksus , a nie podstawę   społeczeństwa obywatelskiego. Piszę z pozycji uczonego, który rozstał się z pracą na uniwersytecie, źródłem skromnych, ale stałych dochodów. Paradoksalnie, aby prowadzić dalsze badania, musiałem opuścić akademię. Wspominam o motywach osobistych, gdyż wystrzegam się sądów uogólniających, obejmujących wszystkie wydziały. Funkcjonują bowiem w Polsce znakomite środowiska, a kryzys akademii nie wszędzie jest odczuwalny z takim samym natężeniem.   Raz zdobytego studenta nie oddamy Wbrew głosom pojawiającym się w mediach, tłumaczącym  niski poziom studi ów cechami osobowości nauczycieli akademickich, problem jest głębszy i ma charakter systemowy. Chroniczne niedofinansowanie uczelni sprzężone z zasadą łączącą wysokość dotacji z liczbą studentów sprawia, że władze uniwersytetów szukają oszczędności w zwięk szaniu grup ćwiczeniowych. Na dobrych uniwersytetach ustala się górne limity wielkości grupy, co daje gwarancję aktywnego współuczestnictwa, na słabych –  minima, co prowadzi do powstawania grup liczących 30 studentów. Jeśli mamy rywalizować z czołowymi uczelniami świata, musimy stworzyć warunki, w których praca w małych grupach   nie będzie problemem finansowym dla uniwersytetu. Z drugiej strony podstawą zatrudnienia uczonych są godziny dydaktyczne (pensum) - konsekwencją likwidacji zajęć z powodu braku minim um uczestników   może być likwidacja etatu naukowo  – dydaktycznego. Zasady te prowadzą do systemowej patologii, którą dodatkowo pogłębia niż demograficzny oraz pogorszenie się klimatu wokół humanistyki. Nie walczymy już o najlepszych maturzystów, walczymy o każdego, kto zapisze się na nasze zajęcia, nawet, gdy będzie to maturzysta z oceną dopuszczającą. Raz zdobytego studenta nie  2 oddamy, wszak od niego zależy nasze przeżycie. Nierzadko Instytuty wywierają nacisk na pracowników, aby nie byli zbyt wymagający, bo grozi to utrat ą    źródła finansowania. Aby ratować kursy zachęca się doktorantów do zapisywania się na zajęcia niższych stopni studiów. Podstawą rozliczenia jest lista w Uniwersyteckim Systemie Obsługi Studiów, nawet jeśli będą to martwe dusze, pozwolą na przetrwanie do końca semestru. Należy równać do najsłabszego Gdy zmniejsza się liczba studentów, nauczyciele akademiccy zaczynają walczyć o opinię „łatwego do zaliczenia”. W tych działaniach wspiera ich Ministerstwo, które w oficjalnej wykładni Krajowych  Ram Kwalifikacji (KRK), czyli wytycznych określających układanie programów stwierdza, że „ efekty kształcenia nie powinny odzwierciedlać ambicji kadry, lecz realne możliwości osiągnięcia tych efektów przez najsłabszego studenta, który powinien zaliczyć przedmiot”. N ie działa my w próżni. Nie ma dobrego uniwersytetu bez dobrych studentów, a tych dostarczają polskie szkoły, na które nie mamy wpływu. Nie bez znaczenia jest stan czytelnictwa, publicznych bibliotek, uczestnictwa w kulturze  –   naturalnego środowisk a humanistyki. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, aby zdać sobie sprawę, jakie katastrofalne skutki dla poziomu studiów ma zalecenie Ministerstwa w sytuacji, gdy wiele uniwersytetów musi przyjmować wszystkich chętnych, którzy posiada  ją    świadectw o maturalne. Wybrałem wyjście najbardziej radykalne - uznałem, że mam jedno nazwisko i nie mogę firmować zaliczenia przedmiotu osobom, które nie powinny u kończyć gimnazjum. Wolę się wycofać z akademii, niż współuczestniczyć w organizowanej przez Ministerstw o fikcji. Mimo wszystko mam swoje ambicje. Punkt dla uczelni, nie dla studenta Nie oznacza to, że w mniejszych ośrodkach akademickich nie zdarzają się studenci dobrzy, a nawet wybitni. Czy mają szanse rozwijać swoje talenty? Zmniejszanie liczby studentów   przy jednoczesnym dążeniu do utrzymania etatów sprawia, że studenci są przeciążeni zajęciami dydaktycznymi, co przeczy idei studiów - indywidualnej pracy intelektualnej pod opieką nauczyciela. Działają tutaj dwie kalkulacje: pracownik powinien mieć zapew nione pensum, a student musi zdobyć wymagane punkty ECTS. Zgodnie z Procesem Bolońskim punkty te wyrażają nakład pracy studenta. Aby rachunek się zgadzał , w programach wydziałów borykających się z niedoborem słuchaczy   wprowadza się dużo  nisko punktowanych zajęć. Oznacza to, że na przygotowanie się do poszczególnych ćwiczeń  uczestnicy mają nie więcej niż dwie godziny tygodniowo, a do dużego egzaminu –   kilkadziesiąt  godzin w sesji. Ile książek można przeczytać ze zrozumieniem w tym czasie ? Ile napisać przemyślanych, opartych na analizie tekstów i literatury przedmiotu, opatrzonych przypisami prac? Na dobrych uniwersytetach studenci uczestniczą w trzech, czterech kursach w semestrze, za które otrzymują dużo punktów,   dzięki czemu na pracę indywidualną zostaje i m co najmniej 300 godzin. Tajne komplety na uczelniach Nowa ustawa o szkolnictwie wyższym zakłada, że w ramach konstytucyjnego prawa do bezpłatnej nauki student m oże   zgromadzić   określone minimum ECTS , jeśli zaś chce zdobyć więcej, musi płacić. Ponieważ ECTS są wykładnikiem wkładu pracy studenta, śmiało można powiedzieć, że Ministerstwo każe studentom płacić za ich własną pracę w nadgodzinach. Zgodnie z tą logiką wprowadzono opłaty za drugi kierunek studiów.  3 Z  jednym wyjątkiem: z opłat są zwolnieni studenci, którzy znaleźli się w grupie 10 proc. najlepszych studentów na danym roku, pod warunkiem, że utrzymają tę pozycję na drugim kierunku. Gdyby jednak zdarzyło się, że  po roku nie znajdą się w gronie najwybitniejszych 10 proc. , wówczas będą musieli zapłacić za już odbyte studia , chociaż nie mogli przecież przewidzieć, jaki osiągną ostatecznie rezultat. Naukę na drugim kierunku podejmowali przede wszystkim studenci wydziałów humanistycznych, aby poszerzyć zakres swoich kompetencji, zwiększyć  szanse na rynku pracy lub zaspokoić  pasj ę   poznawczą  . Wydawałoby się zatem, że państwo powinno dołożyć wszelkich starań, aby wspierać jednostki pracowite, o rozbudzon ych ambicjach intelektualnych. Wprowadzenie nowych przepisów każe wątpić w prorozwojowe ce le strategiczne minister Barbary Kudryckiej  –    jej celem jest doraźna oszczędność, a nie inwestycja w przyszłość.   O braku refleksji urzędników świadczy odmowa wyłączenia z zasady odpłatności za drugi kierunek filologii klasycznej, która, wobec zaniku łaciny   i greki w szkołach, może przetrwać tylko dzięki studentom  –  pasjonatom. Czy naprawdę Polski nie stać na podtrzymanie tradycji? W latach 80-tych i 90-tych na seminaria i wykłady  moich Mistrz ów   przychodzili studenci z różnych kierunków, aby czytać i wspólnie komentować teksty klasyczne. Z dum ą   wpisywali te zajęcia do indeksu. Dzisiaj studenci proszą o nieuwzględnianie ich na listach obecności w obawie o przekroczenie limitu punktów. Tak to zasada komercjalizacji wiedzy wymusza powstawanie tajnych kompletów.  Czy to jest przyszłość uniwersytetu humanistycznego?    Antyhumanistyczne przesądy    Zgodnie z powszechnym wyobrażeniem z jednej strony mamy niepraktyczne studia produkujące bezrobotnych „humanistów”, z drugiej niezbędnych dla innowacyjnej gospodarki naukowców czy inżynierów. Naszą wyobraźnię zaludniają masy sfrustrowanych, oszukanych absolwentów „złych” kierunków, którym przeciwstawia się garstkę „ dobrych ”. Próbuje się nam wmówić, że uniwersytety, „produkują”   zbyt dużo „humanistów”  i że „produkcję”   tę należy zmniejszyć poprzez wprowadzenie selekcji naturalnej. Czy na pewno? Jeśli ograniczymy zakres pojęcia studiów humanistycznych do jego historycznego rdzenia, na który składają się filologie (łącznie z filologią klasyczną), historia, historia sztuki, filozofia oraz kierunki pokrewne zobaczymy, że nie są to studia masowe. Wybiera je około 8 proc. maturzystów, co sytuuje nas poniżej średniej europejskiej (11 proc.) i poniżej średniej większości krajów wysokorozwiniętych. Kultura humanistyczna jest równoprawnym   elementem systemu społecznego i nie powinno się od niej wymagać uzasadniania prawa do istnienia. Miarą peryferyjności Polski jest nie tylko wskaźnik innowacyjności, ale również obecność łaciny w nauczaniu powszechnym. W europejskich szkołach III i IV etapu edukacyjnego łaciny uczy się średnio 20 proc. uczniów, w Polsce  –  0 proc. w gimnazjach, 3,8 proc. w liceach. Nic dziwnego, że w  2013 do egzaminu maturalnego z  języka łacińskiego i kultury antycznej przystąpiło 208 maturzystów, czyli 0,06 proc. wszystkic h zdających , co powinno być dla nas miarą wstydu . Zważywszy na rolę łaciny w historii Polski to nie błąd statystyczny, to zbrodnia dokonana na naszych przodkach. Podobne liczby można przytaczać dla wiedzy o sztuce, filozofii, historii. „Wanny z kolumnadą” już widać, spustoszenia w naszych umysłach ujawnią się niebawem. Parabanki a parauczelnie Z ła opinia wokół humanistyki wynika nie tylko z przesądów. Już w latach 90 -tych ideologia neoliberalna sprawiła, że nauczanie na poziomie wyższym uznano za domenę  wolnego rynku. Wszędzie   powstawały prywatne szkoły wyższe lub filie uniwersytetów publicznych, parauniwersytety, które żerowały na biedniejszych  4 warstwach społecznych pozbawionych możliwości rozpoczęcia studiów w dużych ośrodkach akademickich. Nowy styl n ie był wyłącznie domeną szkół prywatnych. Studia zaoczne, wymuszane przez rozwiązania finansowe, masowo rozdają płatne dyplomy za minimalną cenę pracy studenta. W przypadku parabanków państwo ostrzegało naiwnych klientów, a nawet wprowadziło odpowiednie regulacje prawne, w przypadku parauniwersytetów proceder trwa już dwa dziesięciolecia,   a państwo go wsp iera , ponieważ wpisuje się w logikę systemu. Poprawia statystyki wykształcenia, nie bacząc na jego inflację.   Potrzeba zrównoważonego rozwoju    W ydział y humanistyczn e powinny mieć  godziwe warunki do pracy . Niezależnie od tego, co jest przedmiotem naszych poszukiwań, dążymy do zrozumienia myśli i poruszeń wyobraźni, których ślady zostały zapisane w tekstach lub utrwalone w dziełach sztuki. Prowadzimy dyskusje, spieramy się, nie zawsze dochodzimy do konkluzji, lecz zawsze otwieramy drogi dalszych poszukiwań. Czy umiejętność dyskusji, publicznego zabierania głosu i przeprowadzania rozumowania nie jest wartością godną kultywowania? Nasi studenci powinni dużo pis ać, podejmować próby przedstawienia swoich myśli w krótkich analizach wybranych ustępów, dłuższych esejach poświęconych autorom, twórcom lub ich dziełom, wreszcie w pracach dyplomowych. Czy zbywa nam umiejętności pisania zgodnego z regułami gramatyki, logiki i dochodzenia do prawdy? Stawiam zatem tezę, że problemem jest nie tyle nadmiar absolwen tów   wydziałów humanistycznych , co systemowe uwarunkowania, które uniemożliwiają kształcenie dobrych humanistów.   Ministerstwo, zamiast wspierać pracę na rzecz poprawy   warunków nauki, podejmuje działania zniechęcające młodzież do studiów humanistycznych, co może doprowadzić do głębokiego kryzysu kultury. Ten zaś jest nie mniej groźny od kryzysu gospodarczego.  Lech Trzcionkowski 1   1  Dr Lech Trzcionkowski,  przez 23 lata związany z Katedrą Historii Starożytnej KUL,   uczył również na UJ i UW, obecnie  badacz niezależny,   uczestnik grantów,   tłumacz  i autor podręczników szkolnych. S  pecjalizuje się w kwestiach dotyczących religii starożytnych Greków  (m.in.  Bios  –   Thanatos  –   Bios. Semiofory orfickie z Olbii i kultura polis , Wydawnictwo Naukowe Sub Lupa, Warszawa 2013)
Related Search
We Need Your Support
Thank you for visiting our website and your interest in our free products and services. We are nonprofit website to share and download documents. To the running of this website, we need your help to support us.

Thanks to everyone for your continued support.

No, Thanks